Dzisiejszy post będzie o książce pt. "Jeździec Miedziany", która zrobiła na mnie naprawdę spore wrażenie.
"Jest 22 czerwca 1941 roku. Niemcy atakują Związek Radziecki. Siedemnastoletnia Tania Mietanowa poznaje młodego oficera, Aleksandra Biełowa, człowieka o tajemniczej przeszłości. Młodzi zakochują się w sobie bez pamięci, jednak straszne czasy w jakich żyją, nie pozwalają im długo cieszyć się szczęściem. Niczym bohaterowie poematu Jeździec Miedziany stają się ofiarami okrutnego żywiołu. Czy ocaleją? Czy zdołają uciec z kraju nazwanego później "imperium zła"?"
Będąc jakoś w pierwszej klasie liceum jedna z moich koleżanek poleciła mi książkę Paulliny Simons "Jeździec Miedziany" mówiła, że na pewno mi się spodoba. Początkowo nie byłam do niej przekonana w stu procentach. Wojna? Nie, to chyba nie jest temat dla mnie. W końcu pod koniec 2013 roku zdecydowałam się na jej przeczytanie. Mogłam ją wypożyczyć, ale wolałam ja kupić - w końcu lubię mieć na półce książki, które czytałam. Przeczytałam kilkanaście stron, odłożyłam ja gdzieś na bok i przeleżała tak do lipca. Zrezygnowałam bo nie miałam czasu na czytanie, zawsze było coś ważniejszego do roboty, głownie nauka i czytanie, ale tych nudnych lektur a nie ciekawych pozycji. W końcu rok szkolny się skończył a ja miałam czas tylko dla siebie. Przez kilka dni nie było dla mnie nic po za książką, nawet komputer mnie już nie interesował. Ostatnie dwa dni spędziłam w łóżku z zapasem chusteczek higienicznych i w ogóle z niego nie wychodziłam. To wszystko za sprawą ostatnich rozdziałów, które sprawiły, że całkowicie się rozkleiłam. Zwykle łatwo się wzruszam przy filmach albo gdy oglądam moje zdjęcia z Mateuszem, ale jeszcze nigdy nie reagowałam tak na książki. Wydaje mi się, ze zareagowałam tak bo sama "straciłam" kogoś na kim tak bardzo mi zależało, zależy i zawsze będzie zależeć. Po przeczytaniu od razu chciałam iść do biblioteki i wypożyczyć kolejna część, ale niestety okazało się, ze jest ona nieczynna do końca wakacji. Co prawda znalazłam jakąś wersje w sieci, ale nie lubię czytać na komputerze a kupno papierowej wersji też na razie nie wchodzi w grę. No trudno.
Przypadkiem w moje ręce trafiła książka "Doktor Sen" Stephena Kinga. Nigdy nie czytałam książek tego autora, ale na pewno wkrótce ją przeczytam.
A wy czytaliście którąś z tych książek? Jakie są wasze opinie?

